Uziemieni na zawsze


Awantury wywoływane przez pijanych w samolotach to coraz większy problem. Postanowił się nim nawet zająć brytyjski rząd. Sporo mówi się o tym w ostatnich dniach, zwłaszcza, że zaczęły pojawiać się różne, często drastyczne pomysły na poradzenie sobie z problemem. W tym – dożywotni zakaz lotów.


Rząd planuje wprowadzić jednolity, ogólnokrajowy system rejestracji tych, którzy sobie “nagrabili”. Tak, aby wszystkie linie lotnicze wiedziały kiedy ktoś kogo już ukarano za zachowanie na pokładzie samolotu, próbuje się odprawić. Do nich będzie należało co z takim delikwentem zrobią, ale można zakładać, że odmówią mu możliwości podróży.


Dożywotni zakaz lotów


problem z piciem na lotniskach
W związku z tym pojawiały się różne koncepcje co do tego, ile czasu miałby obowiązywać taki zakaz (bo w praktyce to zakaz). Te skrajne mówią o dożywotnim(!) zakazie lotów. O takim pomyśle można było przynajmniej usłyszeć niedawno w Radio BBC4.

Niewątpliwie należy się zgodzić z tym, że rozrabianie na pokładzie samolotu, obrażanie personelu czy personelu itp. to znaczące wykroczenia. Często ich koszta idą w tysiące, bo trzeba przekierować samolot, aby aresztować awanturnika.

Jednak, kiedy weźmie się pod uwagę, że sprawcy o wiele cięższych przestępstw dostają kary ograniczone czasowo, to dożywotni zakaz wydaje się ciut radykalnym posunięciem.


Nie na lotniskach – ale u nas


W tym temacie nieraz wypowiadał się Michael O'Leary, szef Ryanaira. I ostatnio również. Jego pomysłem jest ograniczenie sprzedaży alkoholu - ale na lotniskach. Tutaj można bowiem pić od wczesnego rana. Barów lotniskowych nie obowiązują ograniczenia czasowe.

I O'Leary proponuje, aby uniemożliwić takie działanie oraz w ogóle ograniczyć liczbę drinków, które można sprzedać jednemu klientowi. O piciu na lotniskach Irlandczyk zresztą mówił nieraz. Bardzo go to boli - jak twierdzi, ze względów bezpieczeństwa.

Tyle, że nie mówi nic o tym, aby nie sprzedawać alkoholu na pokładach samolotów. Ciekawe dlaczego... Wszak jako właściciel linii lotniczych jednym pociągnięciem pióra mógłby wprowadzić na pokładach swoich samolotów prohibicję.

Wytykają mu to zresztą liczni komentatorzy w mediach społecznościowych, którzy przypominają, że w swoich samolotach podaje drinki bez względu na porę.

Inni twierdzą, że piją piwo o 6 rano na lotnisku, nie dlatego, że są alkoholikami, ale dlatego, że to dla nich początek wakacji. Zaś 99% tych, którzy tak robią nie sprawia żadnych problemów. I dlaczego mieliby odpowiadać za czyny nielicznych?

Są jednak i tacy, którzy go popierają. Włącznie z tym, że proponują, aby lotniska w ogóle nie mogły sprzedawać alkoholu.

Zdajecie sobie sprawę, ile wtedy kosztowałby parking? ;-)


Poprzedni artykuł - W UK preferują czerwone



Komentarze