W UK preferują czerwone

Sygnalizacja świetlna w Wielkiej Brytanii nieraz wydawała mi się preferować czerwone światło. Nawet do tego stopnia, że właściwie kiedykolwiek dojeżdżam do skrzyżowania, to jest czerwone. Okazuje się, że nie myliłem się specjalnie. Tak to jest ustawione. Jak i nie myliłem się co do tego, że to, co stworzono z dobrymi intencjami, powoduje w istocie negatywne skutki.


sygnalizacja świetlna w UK
Sprawdzam, czy tylko ja mam takie wrażenie. No i nie. "W drodze do pracy prawie zawsze zatrzymuję się na tym właśnie sygnalizatorze. Niezależnie od tego, o której godzinie wychodzę (+/-15 min), 8 na 10 razy, gdy tam dotrę, zastaję czerwone światło i czekam około 2 minut." - czytam wyznania pewnego kierowcy na Reddit.

Po zbadaniu problemu (na tym samym forum, fachowców daleko szukać nie trzeba, a także pytając znajomą policjantkę) okazuje się, że istnieją tu "inteligentne" systemy oparte na czujnikach, zaprojektowane do wykrywania ruchu i priorytetyzowania bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo bowiem przede wszystkim. Do tego - dobro pieszych i rowerzystów.

Często domyślnie włącza się więc czerwone światło, aby zatrzymać samochody przekraczające dozwoloną prędkość. Jeśli jedziesz szybko, możesz celowo włączać czerwone światło, aby spowolnić ruch. Do tego niektóre councile stosują „czerwone fale” (gdzie przejeżdża się przez wszystkie światła na czerwonym świetle), aby zmniejszyć prędkość ruchu i zniechęcić kierowców do jazdy niektórymi trasami.

Wreszcie mamy problem dróg podporządkowanych i głównych. Aby dać priorytet większej grupie pojazdów, a nie mniejszej, rzeczywiście na drodze dojazdowej np. przez 80% czasu jest śwtało czerwone. Zielone świeci się tylko przez 20 sekund, co 140 sekund. Z rachunku prawdopodobieństwa wynika, że najczęściej trafiamy rzeczywiście na czerwone. To nie złudzenie.

Intencje są dobre.... ale wychodzi jak zwykle. Sygnalizacja świetlna ma na celu generowanie „zielonych fal” dla płynności ruchu, ale może to również powodować „czerwone fale” na drogach bocznych lub zniechęcać do jazdy w niektórych obszarach.

Powinno być poza tym tak, że przejeżdżając z prawidłową prędkością od jednych świateł do drugich, trafiamy na zielone (choć czytam o takich udogodnianach w UK). Nie, jednak tak nie jest. Da się więc zauważyć efekt przemieszczającego się korka drogowego. Otóż: widzisz przed sobą pustą drogę, ale w międzyczasie zatrzymuje cię czerwone światło. Doganiają cię inne samochody i dalej jedziecie już razem. Dużą grupą, dużo wolniej z tego powodu, do następnych świateł. Przed wami i za wami droga pusta.

Powstaje niebezpieczny paradoks - aby zdążyć na zielone, trzeba nadepnąć na pedał gazu, a nie trzyma się limitu. Potwierdza to ekspryment eksperyment. Wybrałem się w podróż długą Princes Parkway, z południa, do centrum Manchesteru. Jadąc przez cały czas z dozwoloną prędkością, zatrzymywałem się co chwilę na czerwonym. Przyśpieszając (tak gdzie to było możliwe), miałem w większości zieloą ścieżkę. 

Bezpieczeństwo przede wszystkim...


W poprzednim poście: "Naprawią w następnym życiu" - o wiecznych dziurach na drogach w UK




 



Komentarze