Niejaka Monica Serro w Nottingham została ukarana mandatem £150 za pozostawienie liścia jarmużu w wózku zakupowym. Londyński ekolog Paul Powlesland może zostać ukarany przez Environment Agency za pozbieranie śmieci z rzeki. To typowe dla obecnej rzeczywistości tego kraju przykłady nadgorliwości i absurdu.
Pani Serro odbierała ładunek niesprzedanej żywności z Sainsbury's w Arnold, Nottingham, aby dostarczyć to biednym. Jak zauważył enforcement officer z Gedling Borough Council, w używanym przez nią wózku pozostał liść jarmużu. Uznał, że to „odpad żywnościowy” i doradził jej „Następnym razem używaj kosza na śmieci” i wymierzył karę.
Na szczęście w councilu ktoś połapał się, że dojdzie do kompromitacji i karę w końcu odwołano. Stwierdzono, że Serro dostała mandat „w wyniku błędu technicznego”...
Nastomiast w Barking, we wschodnim Londynie, prawnik i działacz ekologiczny Paul Powlesland przewodniczył grupie ochotników, która oczyściła odcinek rzeki Roding - zebrano aż 200 worków śmieci.Porządni ludzie, można by pomyśleć. Ale nie dla Agencji Środowiska. Wkrótce Powlesland otrzymał list, w którym poinformowano go o wszczętym śledztwie w sprawie działalności bez zezwolenia. Wykroczenie zagrożone jest karą do 2 lat więzienia(!). Agencja sprawdzi też, czy nie doszło do innych wykroczeń.
Winowajca przypomina zaś, że wielokrotnie prosił EA o oczyszczenie - sam na niej mieszka na łodzi - ale nikt nie reagował. Teraz nie boi się postępowania przeciw niemu, a spodziewa się, że sprawa na tym skorzysta... zaś agencja się ośmieszy.
Wiedzieliśmy, że w UK lepiej nie sprzątać śniegu sprzed swojego domu - bo jeszcze ktoś się przewróci i to będzie nasza wina - ale żeby nie można było zbierać śmieci...
Poprzedni post - "Jeśli noże - to dlaczego nie ganja?"
Komentarze
Prześlij komentarz